Trivial:
To ja może wypowiem się tutaj.
Widać miałem ogromne szczęście do nauczycieli matematyki, bo schematyczne rozwiązywanie zadań
było obecne tylko w podstawówce. W gimnazjum i liceum, każdy rozwiązywał zadania jak chciał,
dowolną metodą. Jeżeli wynik był dobry, a sposób logiczny, to nikt się nie przyczepiał. Jeżeli
sposób był błyskotliwy, to nawet można było dostać 'plus'.

O ile działy w podręcznikach rzeczywiście nie są dobrze poukładane, to żaden z nauczycieli, z
którymi miałem zajęcia za bardzo się tą kolejnością nie przejmował i ustalał własny rytm
nauczania.
Układy równań w liceum były rozwiązywane przeważnie metodą przeciwnych współczynników, bo "na
podstawienie traci się zbyt dużo czasu".
Jeśli chodzi o fizykę, to prowadzący ten przedmiot byli kompletnie nieprzygotowani i nie
potrafili nikogo zaciekawić przedmiotem (zapewne szczęście ma tutaj wiele do rzeczy).

Dodam tylko, że nie chodziłem do szkół specjalnych − było to normalne gimnazjum i LO.
Podsumowując, nie było tak źle jak piszesz.
morfepl: Ja ogólne rzecz biorąc też miałem sporo szczęścia do nauczycieli, wyłączając podstawówkę, w
której co klasę miałem innego (coraz mniej kompetentnego), ale i tak wyszedłem na ludzi. Po
prostu kiedy czegoś nie rozumiałem, to nie olewałem sprawy jak większość dzieciaczków, tylko
siadałem przy książce i bardzo często traciłem kupę nerwów aż czegoś nie zrozumiałem. To, że
nasz cały system oświaty wygląda jak wygląda, to nie tylko wina szych z ministerstwa edukacji,
nauczycieli, którzy nudzą, albo nie wymagają niczego, albo wymagają, a nie uczą tak jak
należy. Całe szczęście w gimnazjum trafiłem na super nauczycielkę, starej daty, która jako
jedna z niewielu wiedziała o co chodzi w pedagogice. Muszę przyznać, że to był totalny reżim,
ale miło wspominam ten okres. Liceum też mam świetne i profesorzy kompetentni. Na lekcjach
przerabialiśmy granicę, pochodne, badanie zmienności funkcji, kombinatorykę w zakresie
bardziej zaawansowanym, więc co do mojej tegorocznej matury z matmy nie mam żadnych obaw.
Fizyka to już zupełnie inna bajka, gdyż tu, przyznam się bez bicia, to ja olałem sprawę. Tak
więc podsumowując jestem zdania, że poziom powinno się podkręcać, wtedy takie niedopały jak
niektórzy nauczyciele po prostu nie mieliby prawa bytu, a podstawy matmy umieć trzeba, a nie
tak jak na naszym forum: (wiele) dzieci oczekujących ryby nie wędki, które nie umieją
zastosować prostego wzoru, a na odmowę rozwiązania zadania albo zakładają następny temat, albo
Cię zwyzywają. Dziękuję za możliwość wywodu na ten temat